polski-usenet.pl



pl.misc.militaria


Nie bedzie ustawy o procedurach bezpieczenstwa lotow VIP-ow (1 wiadomości)




Nie bedzie ustawy o procedurach bezpieczenstwa lotow VIP-ow

2010-07-10 19:24:32

Nasz Dziennik: Żeby tylko nic nie wyszło na jaw

Platforma wycofuje rekomendacje dla stworzenia dokumentu, w randze
ustawy, określającego procedury bezpieczeństwa lotów VIP-ów

Miała być ustawa regulująca procedury bezpieczeństwa lotów VIP-ów,
będzie jedynie dokument o charakterze studium naukowo-badawczego
przygotowany pod egidą BBN. Dlaczego? Opracowanie aktu normatywnego
obnażyłoby w sposób bezdyskusyjny skalę zaniedbań, które doprowadziły
do katastrofy prezydenckiego tupolewa pod Katyniem.

W polskim ustawodawstwie nie ma żadnych uregulowań prawnych
określających szczegółowo procedury bezpieczeństwa lotów członków
najwyższych władz państwowych. Wprawdzie Biuro Bezpieczeństwa
Narodowego opracowuje stosowny dokument, który ma te mechanizmy
precyzować, ale już wiadomo, że nie nabędzie on charakteru
normatywnego. Ma to być jedynie analiza zbliżona bardziej do
opracowania naukowo-badawczego niż do dokumentu prawnego. - Polecenie
Bronisława Komorowskiego było takie, by w Biurze Bezpieczeństwa
Narodowego został powołany specjalny zespół, który będzie pracował nad
tym dokumentem - powiedział w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" Jarosław
Rybak, dyrektor Departamentu Komunikacji Społecznej. Rzecznik Biura
nie chciał jednak zdradzić, kto personalnie zasiada w tym zespole.
Pracami zespołu kieruje gen. Stanisław Koziej - od tragicznej śmierci
Aleksandra Szczygły szef BBN. Jak zapewniał "Nasz Dziennik" gen.
Koziej, prace nad raportem wchodzą już w fazę końcową. Dokument w
pierwszej kolejności ma trafić do rąk prezydenta elekta, a następnie
do Rady Bezpieczeństwa Narodowego.

- Gdyby dokument nabył rangę ustawową, byłby znany opinii publicznej.
Powinien to być akt normatywny, powinna istnieć delegacja ustawowa do
wydania rozporządzenia w tym zakresie. Jeżeli tak nie jest, to
istnieje pewna obawa, czy nieujawnianie treści tego dokumentu - do
czego państwo byłoby zmuszone, gdyby był to akt powszechnie
obowiązujący - nie ma na celu ukrycia braków, jakie miały miejsce w
przypadku tragedii smoleńskiej - tłumaczy Karol Karski, poseł PiS,
prawnik.

BBN nie było w stanie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego raport nie
będzie miał charakteru normatywnego. - Nie wiem, kto wpadł na taki
pomysł, że ma to być analiza, a nie ustawa - to pytanie do
pomysłodawcy, czyli do obecnego prezydenta - zaznacza Rybak. Na to
pytanie nie był niestety w stanie odpowiedzieć Krzysztof Luft,
dyrektor Biura Prasowego Kancelarii Sejmu.

W komunikacie BBN z 28 maja br. czytamy, że w pierwszym spotkaniu
zespołu, które odbyło się 30 kwietnia br., uczestniczyli
przedstawiciele Rządowego Centrum Bezpieczeństwa, Urzędu Lotnictwa
Cywilnego, Komisji Badania Wypadków Lotniczych, Polskiej Agencji
Żeglugi Powietrznej oraz Pogotowia Ratunkowego. Na kolejnym,
zorganizowanym 11 maja br., zebrali się przedstawiciele Kancelarii
Prezydenta RP, Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, Sejmu i Senatu,
Ministerstwa Obrony Narodowej, Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i
Administracji, Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Biura Ochrony
Rządu oraz Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Trzecia narada - roboczo
nazwana "okrągłym stołem ekspertów ds. lotnictwa" - odbyła się 17
maja. Wtedy do dyskusji zaproszono wojskowych i cywilnych ekspertów
lotniczych. - Wszystkie instytucje, które mogą mieć cokolwiek
wspólnego zarówno z bezpieczeństwem lotniczym, jak i z szeroko
rozumianym bezpieczeństwem systemu kierowania państwem - zapewnia szef
BBN. Do tej pory odbyło się kilkanaście takich narad. Omawiano m.in.
sprawę czarterowania i przelotów cywilnymi statkami powietrznymi oraz
zapewnienia standardów bezpieczeństwa na pokładzie, a także sposobów
finansowania takich zadań.

- Nasze prace dotyczą rozwiązań, które będą obowiązywały w
przyszłości. Analizujemy różne możliwości lotów VIP-ów, którzy będą
korzystali z lotnictwa wojskowego, lotnictwa będącego w dyspozycji
Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji oraz lotnictwa
cywilnego. W tym ostatnim przypadku idzie o statki powietrzne
wyczarterowane długotrwale lub jednorazowo, a także o loty rejsowe.
Rozważamy wszelkie możliwe warianty - zapewnia minister Koziej. -
Nasze zadanie ma wymiar ponadwojskowy. W dokumencie analizujemy
problem transportu powietrznego tzw. VIP-ów, szczególnie czterech
najważniejszych, tj. prezydenta, premiera, marszałków Sejmu i Senatu -
tłumaczy szef BBN. - Biuro zajęło się tym tematem po raz pierwszy,
ponieważ po katastrofie smoleńskiej okazało się, że obecne procedury
nie są optymalne.

Wykonujący obowiązki prezydenta Bronisław Komorowski powierzył to
zadanie Biuru Bezpieczeństwa Narodowego. Myślę, że było to polecenie
jak najbardziej zasadne i zgodne z przeznaczeniem BBN. Problem jest
wybitnie ponadresortowy, dlatego Biuro jest najlepszym instrumentem do
realizacji takiego zadania. Chodzi bowiem o bezpieczeństwo
najważniejszych osób w państwie - przekonuje prof. Koziej. Zapewnia,
że raport zostanie ukończony przed zaprzysiężeniem nowego prezydenta.
BBN nie chce zdradzić szczegółów opracowywanego dokumentu. - Na pewno
chodzi o to, kto z kim może latać w jednym samolocie. Jeżeli minister,
to już nie wiceministrowie - zapewnia Rybak. Tłumaczy też, że
operacyjne procedury bezpieczeństwa lotów nie były wcześniej spisywane
- listę ustalano zwyczajowo, "kierując się zdrowym rozsądkiem".

Rozkaz Sztabu był wiążący

Czy w kwestii przewozu VIP-ów obowiązywały dotąd jasno określone
spisane procedury związane z zapewnieniem im bezpieczeństwa? Wczoraj
"Naszemu Dziennikowi" nie udało się uzyskać informacji na ten temat w
Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Warto jednak przypomnieć, że na
jednym z posiedzeń połączonych sejmowych Komisji Spraw Zagranicznych
oraz Administracji i Spraw Wewnętrznych przedstawiciele strony
rządowej zapewniali posłów, iż takie procedury istnieją i że
przygotowania oraz zabezpieczenie wizyty czyniono zgodnie z instrukcją
z 2009 roku. Mimo aluzji posłów PiS, że rząd zasłania się tu tajemnicą
państwową, żadne konkrety ze strony rządu nie padły. Istnieją
natomiast procedury operacyjne dotyczące przewozu osobistości
państwowych, ale dotyczą one tylko lotów wojskowych. Regulacje te
zostały spisane przed 2 laty w formie rozkazu szefa Sztabu
Generalnego. Rozkaz ten wydano tuż po katastrofie CASY. Zgodnie z nim
dowódcy nie mogą latać ze swoimi zastępcami. Jeżeli na pokładzie
samolotu miałoby się znaleźć więcej niż dziesięć osób z kierownictwa
armii lub kadry dowództw z co najmniej dwóch rodzajów Sił Zbrojnych,
to zgodę na taki lot musi wydać szef Sztabu Generalnego. - Rozkaz ten
dotyczy tylko działań Ministerstwa Obrony Narodowej - tłumaczy Janusz
Sejmej, rzecznik resortu. Potwierdza to gen. Koziej oraz Sztab
Generalny Wojska Polskiego. - Rozkaz wydany przed 2 laty dotyczy
wyłącznie podróży wojskowych. Samolot udający się do Smoleńska był
natomiast samolotem rządowym - mówi rzecznik sztabu płk Sylwester
Michalski.

Na pokładzie Tu-154, który rozbił się pod Smoleńskiem, znajdowało się
wprawdzie mniej niż 10 generałów, ale wszyscy oni byli dowódcami
różnych wojsk: lądowych, powietrznych, specjalnych i morskich. Czy
więc rozkaz, o którym mowa, mógł dotyczyć prezydenckiego tupolewa?
Romuald Szeremietiew, były wiceminister obrony narodowej, twierdzi, że
tak, a to dlatego, że statek powietrzny był w dyspozycji śp.
prezydenta Lecha Kaczyńskiego, zwierzchnika sił zbrojnych. Pułkownik
Ryszard Raczyński, dowódca 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa
Transportowego, zauważa z kolei, że wszystkie loty, jakie pułk
wykonuje, mają charakter wojskowy. Ale - zaznacza dowódca specpułku -
rozkaz szefa Sztabu nie obowiązuje nikogo powyżej, tj. prezydenta
(który jest jego szefem), premiera czy obu marszałków. - Ale z naszej
strony był to lot wojskowy - podkreśla Raczyński. Jak zaznacza Koziej,
nie ma norm prawnych jednoznacznie zakazujących wspólnego podróżowania
najważniejszych osób w państwie i dowódców wojskowych. - Trudno sobie
wyobrazić, by można było ustawowo takie jasne rygory wprowadzić w
pełnym wymiarze. Nigdzie na świecie takie szczegółowe zasady nie
obowiązują - zapewnia. Deklaruje przy tym, że "być może" można byłoby
wpisać je w jakiejś ustawie o bezpieczeństwie. Przyznał też, że jego
zamiarem jest przygotowanie ustawy o zintegrowanym systemie kierowania
bezpieczeństwem narodowym - i być może zapis ten będzie można w niej
umieścić. Ale - podkreśla Koziej - ustawa jest regulacją uniwersalną,
a nie dotyczącą konkretnego przypadku. Natomiast kwestia, kto z kim ma
podróżować, to przypadki szczególne, które nie są materią do regulacji
ustawowej. Koziej wykluczył, by raport mógł zyskać rangę ustawy. -
Raport będzie efektem pewnej pracy analitycznej, z konkretnymi
załącznikami i aneksem. Będzie to rzetelna analiza, bardziej zbliżona
do opracowania naukowo-badawczego niż do dokumentu prawnego -
zapewnia, dodając, że we wnioskach dokumentu znajdą się wskazania co
do tego, co konkretna instytucja państwowa powinna zrobić, by te
procedury zrealizować. Jak zauważa dr Ireneusz Kamiński z Polskiej
Akademii Nauk, nie można w sposób prosty zmienić tego typu dokumentu
na ustawę. Pozostanie on zawsze dokumentem niskiej rangi. Koziej ma
nadzieję, że raport zostanie przyjęty przez Radę Bezpieczeństwa
Narodowego i zatwierdzony przez prezydenta Komorowskiego. BBN będzie
wówczas odpowiedzialne za monitorowanie realizacji tych procedur.
Informacje o tym Biuro będzie co pewien czas przedkładało prezydentowi
i RBN. Czy taki raport nie powinien powstać wcześniej? - Jeśli mówimy
o jakichś wcześniejszych działaniach, to nie chodzi tu tyle o raport,
ile być może o prace analityczne związane z funkcjonowaniem systemu
kierowania państwem, które poprzednio w BBN powinny być podejmowane -
mówi Koziej. - O ile mi wiadomo, takie prace trwały, ale nie zostały
sfinalizowane - mówi szef Biura.
Anna Ambroziak

--
Smart questions to stupid answers